O mnie

To przez koteczkę Tosię i kocura Totka :)
     Jestem zadowolona, że w moim życiu zagościły koty.
Moje uczucia do nich stały się gorące, gdy je poznałam stale z nimi przebywając (lepiej późno niż wcale) .
     Przekonałam się, że koty przekazują kojące fluidy i dobre uczucia, ale też oczekują ich wobec siebie. To wielka wymiana pozytywnej energii i wielka strata dla tych, którzy nie mogą lub nie chcą jej doświadczać.
Dzięki moim „ogonkom” wiem, że warto pomagać, gdyż oddają z nawiązką miłość i uczą niezależności.
     W moim domu najpierw pojawiła się niepełnosprawna Tosia obarczona genetyczną wadą tylnych łapek, która po dwóch skomplikowanych operacjach na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu nie chodzi wprawdzie po płotach, ale za to swobodnie biega.
Potem pod okna zaczął podchodzić dziki kot, bojący się własnego cienia. Oswajałam go przez 8 miesięcy, wabiąc ciepłym styropianowym domkiem, nim dał się złapać i wyleczyć z chronicznego zapalenia płuc i innych przypadłości kotów wolno żyjących. Teraz Totek, bo takie imię otrzymał, jest wiecznie zadowolony i mruczący. Okazuje przywiązanie i wielką radość na mój widok, gdy wracam z pracy. Oba nasze koty są wdzięcznymi pieszczochami rywalizującymi o nasze ludzkie uczucia i towarzyszą nam przy codziennych czynnościach. Patrząc na nie myślę, że wszystkie koty powinny wieść szczęśliwe życie w domach Wiem, że to nierealne i dlatego kotom wolno żyjącym trzeba pomagać, co przynosi wiele satysfakcji.
     Po moim pierwszym domku styropianowym dla Totusia przyszły kolejne dla kotów wolno żyjących, przekazane bielskiej Fundacji Zmieńmy Los.
Staram się zarażać uczuciem do kotów swoje otoczenie oraz rozwiewać krążące na temat tych zwierząt fałszywe mity, które przyczyniają się do obojętności na ich los.
     Chciałbym pobudzić wrażliwość ludzką na krzywdę, której zaznają zwierzęta od ludzi. By zmieniła się ich mentalność i myślenie: ”to nie mój kot i jego los mnie nie interesuje …, nie dokarmiam bo to nie mój kot – to nie mój problem”…. , to dziki, fałszywy i pewnie chory zwierz”.
Jesteśmy ludźmi i powinniśmy świadczyć dobro „braciom mniejszym”.
 
"Los zwierząt jest dla mnie ważniejszy niż strach przed ośmieszeniem."  Emil Zola
 
 
 

ZANIM  ZADZWONISZ!

 
Szanowni Państwo,

Głównym celem stworzenia niniejszej strony była idea wskazania, iż można pomagać "braciom mniejszym" nie będąc Fundacją ani Stowarzyszeniem.  
W dobie znieczulenia i pogoni za materialnymi uciechami dla mnie ich dobro jest priorytetowe ..... 
Potrzeb jest ogromnie dużo, wręcz to przysłowiowa "studnia bez dna" a ludzi wielkiego serca coraz mniej ....Jestem osobą wrażliwą na krzywdę naszych małych przyjaciół i chętnie pomogę i udzielę wsparcia tym, którzy "dla świata" chcą zrobić coś dobrego. 
Jednakże wiekszość kontaktujących się ze mną osób chyba nie w pełni zdaje sobie sprawę z faktu, iż każdorazowa pomoc to tylko i wyłącznie mój ogromny wkład finansowy i czasowy ...
Zawsze chętnie pomogę, ale również i ja  oczekuję otwartości i chęci współpracy od osób, które sygnalizują mi naglące przypadki „kocich problemów" ... Mile widziane jest wówczas wsparcie finansowe, przekazanie karmy, możliwość utrzymania kociaka w domu tymczasowym. Wtedy będzie miało to sens i zacznę wierzyć w ludzi ....Na ten moment - sierpień 2014 - uratowałam ponad  28 bezdomnych, porzuconych, schorowanych kociaków płacąc z własnej kieszeni  za leczenie, pobyt w klinikach, żywienie, szczepienie i niestety dalsze działanie "w pojedynkę" bez wsparcia osób dzwoniących i żądających ode mnie pomocy będzie rujnujące.
Nie dostaję nic za darmo .... :-(

Zatem oczekując zrozumienia od wszystkich odwiedzających niniejszą stronę chciałabym poinformować, iż odpowiem pozytywnie na telefony i e-maile tylko tym osobom, które zdają sobie sprawę, iż niestety wszystko kosztuje i  nic nie ma za darmo i wyrażą chęć partycypowania ze mną w kosztach leczenia i utrzymania kociaka w proporcji "pół na pół"  lub też okażą chęć bycia domem tymczasowym. Proszę, aby nie dzwoniły do mnie osoby, które tylko potrafią palcem wskazać problem i liczą, że ja za nich go rozwiążę ......  Każdy kto widzi kocią niedolę, a jest wrażliwy, rozumny i myśli o pomocy, odpowiedzialnie powinien  ten problem wziąć  na siebie, a jeżeli w tej sytuacji czuje się zagubiony, bezradny i widzi same przeszkody w działaniu to chętnie mogę go wesprzeć na zasadach opisanych powyżej........Po prostu:

Trzeba schować strach, podzielić się własnym groszem i pokonać  „wstyd”…. wstyd przed pomaganiem

Braciom Mniejszym….Nie jestem osobą wyjątkową ....Każdy z pewnością potrafiłby dokonać sam to, co robię ja .... 
Życzę dużo wrażliwości, empatii i odwagi .....  

 

Beata